Po wędrówce labiryntem korytarzy dotarliśmy do pokoju znajdującego się na końcu jednego z odgałęzień. W lewym rogu, na przeciw drzwi stało biurko, siedział przy nim mężczyzna, patrząc w ścianę. Nie spojrzał na nas kiedy stanęliśmy na środku. Towarzyszący mi dwaj żołnierze zasalutowali i wyszli. Ja zostałem na miejscu. Facet odwrócił się twarzą do mnie. Wyglądał o wiele gorzej niż kiedy widzieliśmy się ostatni raz. Pod oczami miał sińce, zmarszczki na twarzy były mocno widoczne, przygarbione ramiona i napięte mięśnie rysujące się pod koszulą. Ze szklanego spojrzenia o powiększonych źrenicach zionęła pustka. Nie spał od dawna, nawet bardzo dawna skoro nie starał się tego ukryć.
Nie odezwał i ja również. I chociaż powinienem pokazać że rangą stoi wyżej ode mnie, nie zrobiłem tego. Wolałbym wyjść z tego cało więc zachowałem ciszę. A skoro nie znalazłem żadnego zegarka w pokoju skupiłem się na odliczaniu minut.
- Myślę że powinieneś przedstawić mi dobrą wymówkę - rzucił oschle.
- Nie mam, Casbec.
Kwestię "wymówki" próbuję rozwiązać już od kilka dni.. czy też sedna sprawy, jednak lepsze usprawiedliwienie na moje zachowanie nie istnieje.
Mężczyzna nie okazywał emocji, zazwyczaj. Tym razem zielone oczy rozjarzyły się od tłumionego gniewu, atmosfera momentalnie zgęstniała.
- Nie masz - powiedział cicho ale wyraźnie, usiadł prosto - Nie masz.
Miałeś jedno zadanie. Jeden prosty rozkaz do wykonania i schrzaniłeś sprawę. Dlaczego?
Mówiłeś że rozumiesz dla czego ten krok był nie zbędny.
- Mówiłem, pojechała do Darha. - uśmiechnąłem się lekko.
Ten impas trwa już dobre 2 tygodnie, zwykle wynajdują mnie w wolnej chwili i ciągną przez kompleksy aby delikatnie wypytać o lokalizacje pobytu Seath. Seath, osóbka która zdołała namieszać w czarnym światku kraju i ująć mnie za serce. Od podanego miasta dzielą ją z pewnością setki kilometrów i nic dziwnego, głupotą byłoby zostawać na stałe.
- Mówiłeś, mówiłeś - odpowiedział z przekąsem. - Tylko że tam jej nie ma. A więc, gdzie jest TERAZ?
- A bo ja wiem? - wzruszyłem ramionami. - Urwałem z nią kontakt. Sam wiesz że w tej branży to podstawa. No więc, mogę już sobie iść?
Przybrałem minę niewiniątka. Niestety ten jak żaden inny gracz potrafi przejrzeć przeciwnika. Zwrócił się przodem do biurka, oparł brodę na splecionych dłoniach i z powagą spojrzał mi w oczy. Dość.. urokliwe można by rzec.. a przynajmniej jak może rzec facet o oczach faceta. Warto zauważyć że w tej bitwie jeszcze nikt z nim nie wygrał więc po chwili spuszczam wzrok.
- Więc mówisz że nie wiesz? A ja chcę tylko byś wiedział że ta informacja może uratować jej życie. Ja chcę jej tylko pomóc. Więc, dalej.. nie przypominasz sobie gdzie mogła by się schować?
Kręcę przecząco głową. Kobieta pewnie kręci się tu i tam, próbuje przeżyć. Chciałem uciekać z nią ale oboje doszliśmy do wniosku że lepiej zostawić mnie tu na obserwacji. W ostatnim czasie przeprowadziłem z nim kilka podobnych rozmów i wszystkie kończyły się tak samo; stratą czasu i sytuacją bez wyjścia.
- Ty też chciałbyś jej pomóc, nie mylę się? Wiem że nie chcesz żeby ta informacja dotarła do Niego ale to tylko bezpodstawne obawy, wszystko co dzieje się tym w pokoju zostanie tylko między mną a tobą. Wiesz że ucieczką tylko pogarsza swoją sytuacje a jeśli trafią na nią Łowcy...
- Nadal nie wiem po co ci ta informacja.
- Poufna. Tylko między mną a nią. Twój udział to zdradzenie jej lokalizacji. - Ciągle świdruje mnie wzrokiem i czeka na odpowiedź. Kiedy jej nie usłyszał zmarszczył brwi. - Nie zmuszaj mnie do sięgnięcia po mniej cywilizowane środki.
Ostatnie zdanie niemal wysyczał. Nie powstrzymałem się od śmiechu. Bo w końcu, co mógłby mi zrobić? Casbeck Varckore może i jest moim przełożonym oraz dowodzi niedobitkami wojsk państwowych ale wszyscy dobrze wiedzą że nie zdobył by się na torturowanie. Nie swoich ludzi.
Ledwo dostrzegalnie pokręcił głową, całkiem poważnie. Starł mi tym ruchem uśmiech. W końcu nikt też nie wie co dzieje się z ludźmi których pojmuje.
- Nie zrobisz tego. Co by Seath powiedziała? Miałbyś przechlapane... - zagrałem na zwłokę.
W tym momencie przerywa mu osobliwy dźwięk z urządzenia elektronicznego. Jakoś do tej pory nie zwróciłem uwagi na leżący na biurku komunikator. Mężczyzna z wyrazem konsternacji zaczął grzebać w tym cudeńku, po chwili wstał, wziął nie przestając się bawić i skierował się do wyjścia. Przy drzwiach przystanął jednak i zwrócił do mnie;
- Może.. A może posłużyłbyś mi za przynętę a dziewczyna rzuci się żeby cię ratować. Wiesz że mam rację więc przemyśl to.
Wyszedł. Zamiast niego wróciło dwóch żołnierzy którzy wyprowadzili mnie z labiryntu.
Zostawili mnie przy pierwszym hangarze i wrócili po inne rozkazy. A skoro zostałam sam zdecydowałem się na spacer po hali zanim zajmę się własną pracą, muszę jakoś wyzbyć się uczucia niepokoju które trawi mnie od środka odkąd zniknęła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz