piątek, 3 listopada 2017

Prolog -3-

Czarna kreacja zalegala na szmaragdowej poscieli, wygladajac jak obdarta z ludzkiej skory, ktora przeciez powinna tam byc. Tak wlasnie sie czulam, jak wywloka.
Westchnelam ciezko i oklaplam na lozko od niechcenia odrzucajac kosztowny material. Zielono biale zdobienia pokoju przyprawialy o zlodowacenie glowy i zoladka. Czulam sie zle w ogromnej przestrzeni, z ogromnym lozkiem, z ogromna lazienka z wanna na cale pomieszczenie. I z ogromnym balkonem.
Zadrzalam na mysl o nabytym leku ale z przyjemnoscia zapatrzylam sie w mrok za oszklonymi drzwiami od balkonu.
O maly wlos nie zwrocilabym uwagi na krotke pukanie w snieznobiale drewno drzwi a juz po chwili na bialy dywan wkroczyl wysoki blondyn.
Nie zaczekal na zaproszenie wiec pozostalo mi jedynie nieudolnie obciagnac kusy podkoszulek do linii jeansow. W szafie nie bylo innych ubran procz kiecki ktora wlasnie gniotlam a wcale nie kwapilo mi sie przebierac w wyszukane stroje.
Blondyn natomiast nieomieszkal zmienic koszuli z jeansowej na biala, przez co wygladal komicznie na tle wystroju wnetrza.
- Doszedlem do wniosku, ze to musi byc dla ciebie ogromny stres - Leniwie zblizyl sie do loza i oparl jedna dlon o kolumne wspierajaca baldachim - Prosze, pozwol mi...
Spojrzalam na wyciagnieta ku mnie druga dlon. Bylam nieufna, ale tez zagubiona i zaintrygowana... Chwycilam jego reke i jak oczarowana pozwolilam sie poprowadzic na taras. Stanelismy w mroku spowijacym miasto gdzie swiecil jedynie ksiezyc i kilka ognikow w budynkach, w oddali. Swieze powietrze, jego chlod - nabralam gleboki haust nie mogac nacieszyc sie tym doznaniem. Przestrzeni. Ogromem.
Wolnoscia.
Dopiero instynktownie odwrocilam sie do mezczyzny ktory nie przestawal pozerac mnie wzrokiem.
Spojrzenie ciemnoniebieskich teczowek bylo jak bezmiar, glebokie i wciagalo.
- Mam tyle pytan - zaczelam jednoczesnie obejmujac sie rekoma i przelknelam glosno sline - Dlaczego... Dlaczego w miascie jest ciemno?
Blondyn znow leniwie, przeniosl spojrzenie na miasto rozciagniete przed nami i pokrecil glowa jakby w zrozumieniu.
- Elektrycznosc, stala sie luksusem na jaki wielu nie moze sobie pozwolic - i westchnal, dodajac pozie dramatyzmu - Prosze, nie krepuj sie...
Znow zwrocil sie do mnie, napierajac w moja strone. Zrobilam krok w tyl i jeszcze raz przyjrzalam sie mezczyznie.
Koszula opinala muskularne ramiona, przez bialy material przebijal wyrzezbiony brzuch. W twarzy, w oczach ciemnych jak ocean mial cos inteligentnego i zdystansowanie. Zapominalam sie patrzac mu w oczy, uciekly mi wszystkie pytania. I watpliwosci. Rozwial je kiedy zlapal mnie za dlon i otworzyl jej wierzch.
- To dla ciebie - nie przestawal patrzec mi w oczy. W koncu spuscilam wzrok na swoja reke. Teraz spoczywal na niej lancuszek, grubszy, ze srebra z zawieszka z litera "V". Znow spojrzalam na niego unaszac jedna brew w pytaniu.
- Uwielbiam kiedy to robisz - mruknal i przejechal kciukiem po moim podniesionym luku poczym zamknal mi palce zatrzaskujac w nich podarek - To od Victorii, oznacza zwyciestwo. A teraz przebierz sie, w lazience. Zjemy razem kolacje.
Puscil mnie i ruszyl do pokoju. Skrzywilam twarz nagle zupelnie przerazona sytuacja.
- Prosze Pana! - Zwrocilam sie do niego ale przerwal mi
- Miraz. Prosze, przejdzmy na "ty" - poslal mi usmiech ktory normalnie uszedlby za firmowy, gdyby nie siegal tych cudownych oczu i nieemanowal prawdziwym cieplem - Przy stole wszystko ci opowiem.
Co zrobic, zupelnie zmieklam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz