piątek, 3 listopada 2017

Prolog -1-



- Mówię ci, narobisz sobie kłopotów - mruknął Carlito podziwiając swoje sznurówki.
- Nie jęcz - usłyszał od przyjaciela w odpowiedzi a po ulicy poniósł się cichy pomruk nadjeżdżającej limuzyny - I patrz.
Carlito spojrzał na towarzysza  w porę  żeby zobaczyć jak ten  ruchem  głowy  wskazuje sunący czarny pojazd więc  wyciągnął szyję i skupił uwagę na lśniący w ulicznych latarniach cień, jego dredy otarły się cichym szelestem o skórzany  materiał  kurtki na  plecach.
Od godziny stali opierając się o balustradę mostu  w  Pierwszym Kręgu. Ten łączył północną część  miasta z wyżej znajdującymi się willami  na  osiedlach elity. Niżej były już bogate dzielnice mieszkalne i handlowe a przede wszystkim rozrywkowe. Mężczyznom siadały bębenki w uszach  od  huczących w   powietrzu bitów i ostrego zgrzytu  techno a laserowe smugi we wszystkich barwach i biel reflektorów dosłownie oślepiały odbijając się w każdej szybie oszklonych budynków. Miraz pokręcił głową z niesmakiem; cały Pierwszy Krąg  lśnił, mienił się i ubarwiał jak jakieś cholerne wesołe miasteczko ku uciesze bydła  z wyższych  sfer. Podczas gdy  ludzie z  najniższych żywią  się ze śmietników dokończył w  myślach.
Limuzyna minęła ich i leniwie zjechała w dół ulicy.
- Patrzę, patrzę. I wiesz co widzę? Dwóch kretynów którzy sterczą na środku Poplar Street i czekają, ciul raczy wiedzieć na co - skomentował dredziarz. Wyciągnął z kieszeni kurtki zrolowaną bibułkę, włożył do ust  i  zapalił zapalniczką. Wciągnął dym a wokół uniósł się słodkawo-mdły zapach.
- Ja na nic nie czekam, zreszta jak wszyscy...
Samochód zahamował z gracją przed największym budynkiem w okolicy, klubem Cameo. Gmach w nocy wyglądał  jakby był ze złota. Oświetlony tysiącami żarówek w żółtej barwie i setkami reflektorow.
Szerokie schody zdobil czerwony dywan ciagnacy sie od kraweznika az w same dwuskrzydlowe wrota. Oczywiscie zamkniete na cztery spusty dopoki czterech ludzi na sam widok limuzyny ich z wysilkiem nie rozchylilo.
Wzdol dywanu i przy drzwiach natychmiast pojawili sie mezczyzni ktorych garnitury pekaly na masywnych ramionach a twarze wyrazaly takie napiecie jakby swoja mase napinali specjalnie.
Drzwi samochodu otworzyl chuderlawy czlowiek ktory z odleglosci w jakoej stali mezczyzni wygladal jak mrowka ktora zaplatala sie tam przypadkiem.
Z auta najpierw wytoczyly sie dwie pieknosci, szatynka i ruda. W ogolnym pojeciu. Wyciecia koktajlowych kiecek konczyly sie rowno z plecami czyli dokladnie nad ogromnym tylkiem kazdej z nich, a pod gdzie niedaleko konczyla sie krawedz kreacji blyszczaly wymuskane oliwkowe nogi, ktore w swietle blyszczaly zlotem jak sam klub. Po chwili obie objal za ramiona wysoki facet, brudnobrazowe wlosy zdobily zolte pasma ktore w normalnym swietle byly poprostu siwizna. Szerokie plecy oslaniala czerwona marynarka garnituru, z daleka blyszczaca drozyzna i beznadziejnym smakiem. 
- Oblesne - skomentowal Miraz z niesmakiem patrzac jak kobiety zawijaja biodrami umiejetnie ocierajac sie o nogi starca. Ruszyl z towarzyszkami do przodu ale w jednej chwili zwolnil. Odwrocil sie za siebie i Carlito o malo nie poknal skreta. Praktycznie czul jak facet przez szkla czarnych markowych okularow przewierca go wzrokiem. Nie mozliwe, od mostu do klubu bylo dobre pol kilometra, nie mozliwe by z tej odleglosci zlapal zamroczone spojrzenie typa przy barierce.
Juz po chwili odwrocil sie leniwie i smieszna trojka ruszyla przed siebie, po chwili znikajac w klubie.
- To po co chcialas tu przylezc - mruknal Carli, ktorego zaraz opuscilo znuzenie. Jedyna i tak beznadziejna rozrywka tego wieczoru juz zniknela, nie wiedzac nawet o ich istnieniu. A jednak ciagle czul na sobie wiercacy wzrok starca...
Towarzysz popatrzyl z pogarda na znajomego.
- Przestan to cpac to moze jeszcze mozg ci odwietrzy - powiedzial po czym jednym ruchem wyrwal skreta z jego ust i zgasil butem na chodniku. Spotykajac nienawistne spojrzenie Carlito dodal - Wiesz jak tego nie lubi.
- Nie mieszaj jej to tego - warknal - A t o kosztuje. I nie cpam, tylko pale.
- Tylko pale - przedrzeznil go kolega. I tak zauwazyl ze skoro dymek nie przyprawil go o mdlosci to znaczy ze towar byl slaby. Albo mezczyzny nie stac na lepszy albo zmadrzal i bierze podpuche. Z drugiej strony nie znal sie ale nie byl pewien czy brudna sciolka byla lepsza... Mimo to dodal - Kupie ci takich dziesiec.
Dredziaz pokrecil glowa ze zniecierpliwienia. 
- Dzieki - sapnal i przyjrzal znajomemu wciaz wgapiajacemu sie w miejski klub.
Miraz moglby bez problemu znalezc sie na liscie gosci. Z ta roznica ze nie chcial. Byl jednym z najbardziej wplywowych ludzi w metropolii a mimo to mial gleboka awersje do tego lepszego zycia. Drogi alkohol, droge auta, prestizowe imprezy, apartametny z basenenami na poddaszu i cale stada ladniutkich kobiet. Mial to wszystko na wyciagniecie reki - I gardzil tym. 
Rozrywke znajdowal w nielegalnych walkach, na ulicy. Tam Carlito widzial go po raz pierwszy. Choc unikal takich imprez, nie mialy nic wspolnego ze zdrowa rywalizacja i bezpieczna gra jakiej uczyl go ojciec... Jeden raz dal sie namowic. Tam poznal mistrza - jezeli mozna tak nazwac czlowieka ktory nie stroni od stosowania kazdego dozwolonego chwytu.
Mowili na niego Miraz i jednego wieczoru rozdawal nedzarzom pieniadze z puli wygranej... A nastepnego dnia publicznie rozprawial o panujacym podziale, bedzie i rozprzezeniu, o zmianach jakie powinny nastapic i jakie on sam wprowadzi. 
Carli pamietal jak jego siostra siedziala z Malikiem na kolanach i ogladala jego wystapienie w telewizji. I uwierzyla. 
Od tamtej pory Carlito bezustannie ciagnelo do Miraza, do jego zagrywek politycznych. Choc nie raz mial ochote potrzasnac mezczyzna kiedy ten wpadal na tak durne pomysly jak sterczenie piecset metrow od najdrozszego klubu w miescie i pozeranie wzrokiem przywodcy swiata! 
No tak... Moze Mongestern wcale nie patrzyl na niego... Moze rozpoznal Miraza? On byl slawny, wszyscy na ulicy go rozpoznawali. Nawet z tej odleglosci w swietle latarn i ksiezyca nie daloby sie pomylic postawnego blondyna z najslawniejsza buzka... Na swiecie. 
A komu jak komu ale ... Mongesternowi polityka Miraza najbardziej zalazila za skore. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz