środa, 27 maja 2015
Prolog -2-
Donośne kapanie kropel wody z zardzewiałego kranu odbijało się echem po ścianach celi, dobierając się z posykiwaniem starej żarówki na suficie. Jej spokojny oddech w tych warunkach przechodził w świst. Podpierając głowę rękoma wpatrywała się w starą podłogę.
Było warto? Nie było?
Żadnych okien. Żadnych krat, przez które docierałby, choć mały promyk słońca.
Tylko żałosne światło tej cholernej żarówki. I byłaby skłonna zerwać ją, by pogrążyć się w ostatecznych ciemnościach, gdyby jej wahania nie przerwał dźwięk przesuwanej w drzwiach zasuwy.
- Masz gościa - rzucił klawisz przez okienko. Drzwi odsunęły się ze skrzypieniem i rozległ się dźwięk cichych kroków.
Jeden... Dwa... Trzy. Trzy kropelki wpadły ze stukotem do brudnego zlewu.
- Mogę się dosiąść? - padło pytanie z góry a ona powoli zmierzyła wzrokiem mężczyznę, od lekko przykurzonych butów z czubkami, czarne spodnie opinające nogi, jeansową koszulę aż po wpatrujące się w nią intensywnie niebieskie oczy. Zamrugała parę razy, ale zanim udzieliła obcemu odpowiedzi ten już zajmował miejsce obok niej na wąskiej pryczy.
Obserwowała jak rozluźniony odchyla się i opiera plecami o ścianę. Musiała odwrócić głowę, żeby mu się dokładnie przyjrzeć, co nie podobało jej się, bo było zbyt otwartym gestem.
Człowiek sprawiał wrażenie... zaciekawionego? Z pewnością był młody, ale na dwadzieścia parę lat nie wyglądał. W kącikach ust czaił się uśmieszek, choć miał zupełnie poważne oczy.
On również jej się przyglądał, sprawdzał, jakby rozważał wszystkie za i przeciw wszystkie jej wady i zalety. Tak jakby mógł ją ocenić tylko przez więzienny uniform i już wiedział o niej wszystko.
Był taki obcy, taki nierzeczywisty. Wydał jej się widmem, które rozwieję się, gdy tylko spróbuje go dotknąć. Dopiero teraz zdała sobie sprawę jak bardzo brakowało jej czyjejś obecności, tylko samego ludzkiego towarzystwa.
Jeden... Dwa.., Trzy... Jeden... Dwa... Trzy... Zaczęła odczuwać jego zniecierpliwienie, jakby czekał aż to ona odezwie się pierwsza. Miała świadomość, że teraz była jej kolej, ale o wiele bardziej interesowało ją co ten facet ma do powiedzenia. Wbrew własnej woli zaśmiała się cicho.
- Ta sytuacja cię bawi? - odezwał się w końcu, opanowanym tonem i spojrzał przed siebie, pewnie w lustro nad umywalką.
- Nie... Tak - Mimo to przestała się uśmiechać - Nie znam cię.
- Miraz. I mogę ci pomóc.
Jej ciało automatycznie się spięło. Wydała głośne westchnie mieszane z parsknięciem, mając nadzieję, że to ją rozluźni, ale nie pomogło. Po chwili wstała gwałtownie i podeszła do zlewu. Patrzyła w oczy swojego odbicia, z założonymi rękami, spięta. To mogło znaczyć wiele, wszystko.
Dla niego nie znaczyło nic.
Sama oglądała się przez chwilę w lustrze, robiła to tak rzadko. Rzadko miała odwagę spojrzeć sobie w twarz a teraz prawie siebie nie poznawała.
Mimo że codziennie odgarniała zbłąkane kudły to zobaczenie siebie w długich włosach było niespodzianką. Czarne kosmyki poprzecinane siwym odrostem, a przy skroniach zostały już tylko białe pasma. Zapadnięte policzki, zsiniałe popękane usta. Migdałowe oczy, które same z siebie się zaszkliły. Bała się tego odbicia, tak bardzo, że z trudem powstrzymała się od zbicia lustra. Znowu.
Przez cały czas czuła na sobie jego spojrzenie i w końcu ustawiła się tak by mogła je przechwycić w lustrze.
- Nie znam cię - powtórzyła.
- Ale możesz poznać! - Poruszył się. "Podejdzie tu?" przemknęło w jej głowie. Nie podszedł, z kieszeni na piersi wyjął paczkę papierosów i zapalił jednego - Mam dla ciebie propozycję.
- Daruj sobie. Kim jesteś? - weszła mu w słowo. Twarz mężczyzny nie pasowała jej do żadnego znajomego, do żadnego faceta, jakiego wcześniej miała okazję poznać. Oczywiście, wiedziała, że ludzie się zmieniają, a w końcu po tylu latach... Na pewno miałaby problem, żeby kogoś rozpoznać jednak była pewna, że z nim nigdy nie miała styczności - Kim jesteś? - powtórzyła.
- Na wszystkie twoje pytania odpowiem później. Rozumiem, że na pewno masz ich sporo. Teraz jednak posłuchaj. W ciągu najbliższych kilku dni wyjdziesz stąd. Nie mówię o celi. Mówię o całym pierdlu. Wyjdziesz jakby nic się nie stało i będziesz wolna.
Wskazał kciukiem drzwi sali. Popatrzyła w tamtym kierunku, marszcząc brwi. Ostatnie słowo brzmiało tak samo obco i nierzeczywiście jak wyglądał ten facet. Wolna. Powtórzyła sobie to kilka razy w myślach, zanim odpowiedziała. Wolna. Nigdy nie będzie wolna.
Zawsze będą ją więzić, mury, które sama zbudowała. Koszmary. Przeszłość. Wina.
Zawsze będzie siedzieć w małej, ciasnej izolatce wiedząc, że zasługuje na to, na karę I z żalem, ale uczciwie będzie ją znosić.
A jednak wolność. Brzmiała jak obietnica. Brzmiała jak nagroda za to popierdolone bagno, w które wrzuciło ją życie.
- Mów dalej - powiedziała siląc się na obojętny ton. Miraz uśmiechnął się, co lekko ją zirytowało - Wytłumacz mi to, bo nic nie rozumiem.
- Kupię ci przepustkę - Wypalił w końcu jakby od początku na to czekał. Jak ojciec, który tylko czekał by zdradzić córce co jest w jej urodzinowym pudełku. Jego radosna postawa, rozbrajają naiwność aż krzyczała do niej "Otwórz! Otwórz!" aż serce jej zakołatało na samą myśl, że może dostać przepustkę. Może wyjść z tych cholernych murów, iść w świat!
- Wykupię ci stałe zwolnienie z wyroku karnego - Miraz jakby nie zwracając uwagi na kiełkującą w dziewczynie nadzieję, kontynuował - Czy nie chciałabyś się stąd wyrwać? - Chciałaby!
- Wiesz ile takich niewiniątek jak ty skorzystałoby z takiej okazji? - Nie odda jej nikomu, to jej szansa!
- Pomyśl tylko, będziesz mogła się przejść ulicami, zobaczyć ten świat, który zamknął się na ciebie kilka lat temu. Będziesz wolna. Dam ci tę wolność - Odwróciła się do niego, zwabiona jak mucha na lep. Ten facet miał w sobie coś, co pewnie złamałoby wiele kobiet w jej wieku. I ją też to łamało. I te oczy, niebieskie, ciemne. Jak tafla jeziora, mogłaby się w nich utopić - Nie chciałabyś stąd wyjść?
Błysk. Ten błysk rozbawienia przywrócił ją do porządku. Wiedział jak to działa, wykorzystywał i bawił się tym. Jego aroganckie podejście, pewność, że złapie się na kokietkę i na ten pobudzający do zmian ton - to podziałało na nią jak kubeł zimnej wody.
- Nie - Powiedziała twardo i pokręciła głową - Nie znam cię i niczego od ciebie nie chcę! A ty? Czego chcesz ode mnie? Myślisz, że dam się nabrać? Nie ma nic za darmo, wiem o tym najlepiej. A ja nie mam nic co mogłabym ci dać.
- To takie oczywiste! To, że mi nie ufasz. Rozumiem twoje podejście, rozumiem cię. Chcę tylko wpłacić twoją kaucję, ponieważ mam dla ciebie pracę. Siedząc tutaj do niczego mi się nie przydasz - Wzruszył ramionami - Jesteś bardzo interesującą dziewczyną. I młodą. Możesz zostać tutaj i spędzić następne... Ile tam było? Jakieś dwadzieścia lat tutaj, w małej ciasnej celi. Albo się ze mną zgodzić.
- A ta praca? - Przerwała mu - Co to za praca?
- Z wszystkim zapoznasz się później...
- Nie. Jak mam ci zaufać? Obcy facet przychodzi do obcej więźniarki, z naciskiem na więźniarki, z propozycją kaucji i pracy i myśli, że wszystko jest w porządku?
- Hmy... No tak...
- Nie, nie... Nie było mnie tam z pięć lat. Całe wieki! Niczego, nikogo nie znam. Nie skończyłam nawet szkoły. Chcesz mi znaleźć jakieś stypendium, zwykły dom, pracę? To głupie. Człowieku, nie, nie masz lepszego zajęcia? To po prostu głupi żart, ile na tym zarobiłeś? To głupie! - Straciła ochotę na rozmowę, gdyby nie to jak źle poczuła się teraz, po tym brutalnym ściągnięciu na ziemię z krainy baśni, to z pewnością zawołałaby klawisza, żeby wyprowadził tego Miraza. Jeżeli to w ogóle było jego imię. Zaczęła się denerwować, całą tą absurdalną sytuacją - Tak jest dobrze - powiedziała sobie twardo - Jest dobrze, nie mam po co tam wracać. Zrobiłam co należało i teraz odsiaduję swoją nagrodę. Niczego od ciebie nie chcę. Niczego.
- Próbujesz przekonać mnie czy siebie? Przemyśl to, a raczej pogódź się z tym. Wiem, że miałaś ciężko, ale właśnie dostałaś niepowtarzalną okazję na lepsze życie. Właśnie dostałaś ofertę przyszłości i lepiej się z nią prześpij - Uśmiechnął się rozbrajająco. Szczęk zasuwy wrócił. Miraz upuścił dopalonego peta pod kozetkę i wstał - Tylko kilka dni, Piękna. Podeślę ci mydło.
- Jesteś szalony! - krzyknęła za nim klawisz zamknął drzwi na dobre - On jest szalony...
- Ach! Mamy 2544 rok - powiedział na odchodne.
W jej prywatnym zamknięciu wciąż unosiła się woń tytoniu. Odruchowo spojrzała na lewy przegub, gdzie pod nadgarstkiem, przy numerze widniał numer seryjny i imię chłopca. Jej chłopczyka. Zaczęła chichotać a po policzku spłynęła łza. Chichot szybko przeszedł w histeryczny, urywany śmiech, choć nie rozumiała dlaczego. Bawiła ją sytuacja. Bawiła ją propozycja nieznajomego. I bawiła ją jej własna naiwność, głupota i słabość.
Jednak po kilku kolejnych posiłkach drzwi izolatki otworzyły się znowu. A potem kolejne drzwi, głośny pisk informował wszystkich o otwarciu bramy. Mrużąc oczy spojrzała wprost w słońce, które ostatni raz widziała przed biegiem wydarzeń, przez które dostała wyrok. Trzy lata temu, może trochę ponad. Tak, dobrze pamiętała, że w 2541 roku, gdy miała siedemnaście lat, skazano ją za morderstwo.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz